Dlaczego Gruzja?

A wszystko przez książkę "Gaumardżos", którą Bartek przeczytał i stwierdził, że to świetne miejsce na wyjazd plecakowy. Dlaczego? Bo tam się ciągle je, pije i dobrze bawi =) Biesiady nie mają sobie końca, a odbywać mogą się dosłownie wszędzie. Poza tym kraj piękny i jeszcze nie do końca odkryty. Namówił mnie;)
Także tytułując nasz blog, nie mamy wcale na myśli rodzaju tańca, tylko po prostu gruzińską wódkę, która jest jednym z głównych napojów spotykanych na Zakaukaziu.
Pojedziemy, spróbujemy, opowiemy =)

wtorek, 4 września 2012

Supra – sobota 01.09.2012


Podczas wspólnego popijania w piątek wieczorem padło zaproszenie od Giorgija (właściciela hostelu), żeby jechać z nim do znajomych za miasto. Szykowała się gruba impreza, czyli tzw. gruzińska supra – kolacja z ogromną ilością jedzenia, picia, ze śpiewem i tańcem tradycyjnym, czyli tego, z czego słynie Gruzja. Mieliśmy wyjechać o 12, ale ponieważ w Gruzji jednostką czasu jest GMT (georgian mayby time) wyjechaliśmy o 14 =) Okazało się, że gospodarze są w posiadaniu ogromnego terenu, na którym uprawiają winogrona, kukurydzę oraz wiele innych owoców i warzyw oraz pasą krowy i owce. Ponadto mają dwuwieczny młyn do ucierania mąki kukurydzianej, której dalej używają! Byliśmy wszyscy (my plus kilku innych turystów z hostelu) pod wrażeniem, gdy zaprezentowano nam działanie młyna napędzanego wodą. Wszystko było w nim jak dawniej, nic nie zmieniono, nie założono nawet elektrycznej lampki. 


Po zwiedzeniu całego placu zostaliśmy zaproszeni do kuchni, żeby podejrzeć, jak gospodynie kończą gotować. Wzięliśmy  nawet w tym czynny udział, mieszając po kolei kaszę manną gotująca się w kociołku na prastarym palenisku (podobno lepiej smakuje niż gotowana na kuchence gazowej). 
No i po ok 2h podglądanie jak funkcjonuje gospodarstwo, zasiedliśmy do stołu wraz rodzicami, wujkami, siostrami i ciociami, w sumie ok 20 osób. Stół cały zastawiony, ale jak się okazało to nie było jeszcze wszystko. Na stół wjechały dzbanki wina i dania na ciepło wraz z naszą kaszą manną, w której należało zamoczyć kawałki ichniego sera białego (coś na kształt smaku oscypka w formie białego sera). No i zaczęło się.
Najważniejszym składnikiem każdej supry są tosty, wznoszone prze tzw. Tamadę, którym na początku był ojciec gospodarza, a potem sam gospodarz, dopóki nie nastąpiła samowolka i prawie każdy zaczął wygłaszać własne toasty. Ale jak do tego doszło? Ano całkiem szybko i z bardzo prostego powodu. Wino, które nam podano (oczywiście własnej produkcji), po wygłoszeniu toastu trzeba było wypić DO DNA! Do dna tzn. zostawić na dnie kieliszka ok 1cm płynu – podobno jak ktoś wypijał do samego końca to znaczyło, że jest alkoholikiem, a my na początku nie wiedzieliśmy i piliśmy jak nam kazali do dna! Tak czy siak dość szybko jak dla mnie ciężko było nadążyć, tym bardziej, że wino nie smakowało mi za bardzo, w dodatku miało ok 17-18% alkoholu. Ale Bartkowi szło całkiem nieźle. Bawiliśmy się świetnie, toasty głównie wznoszone za tradycje gruzińskie, ojczyznę, przodków, religię, nowe pokolenie itp. nie miały sobie końca.
Czas płynął jakby w ogóle poza nami, ojciec tamady grał na akordeonie rzewne pieśni gruzińskie, do tego śpiewał, a siostra tamady tańczyła naokoło stołu.

http://www.youtube.com/watch?v=vr0-DYqcwA4&feature=youtu.be 

Gospodyni ciągle donosiła nowe potrawy i tak jak już wcześniej słyszeliśmy, jak przestały się mieścić na stole, to stawiała jedne na drugich. Ilość wina, która poszła tego wieczora, oceniamy na min. 15l. Kluczem programu było jednak picie z rogu, z którego również trzeba było wypić wszystko na raz, no i ten test dla mężczyzn był bardzo trudny…Imprezę zakończyliśmy ok 22. A następnego dnia trzeba było wstać na 7.40 na marszrutkę do Mestii.

1 komentarz:

  1. Super, wreszcie klimaty prosto z książki Mellera. To właśnie dla mnie jest kwintesencją podróżowania - nie tylko oglądanie starych klasztorów, wycieranie drewnianych progów przy wejściach do `obowiązkowych` punktów wycieczkowych, tylko właśnie obcowanie z kulturą, jedzenie z przysłowiowej wspólnej michy i muzyką dyktowaną sercem.

    OdpowiedzUsuń