Dlaczego Gruzja?

A wszystko przez książkę "Gaumardżos", którą Bartek przeczytał i stwierdził, że to świetne miejsce na wyjazd plecakowy. Dlaczego? Bo tam się ciągle je, pije i dobrze bawi =) Biesiady nie mają sobie końca, a odbywać mogą się dosłownie wszędzie. Poza tym kraj piękny i jeszcze nie do końca odkryty. Namówił mnie;)
Także tytułując nasz blog, nie mamy wcale na myśli rodzaju tańca, tylko po prostu gruzińską wódkę, która jest jednym z głównych napojów spotykanych na Zakaukaziu.
Pojedziemy, spróbujemy, opowiemy =)

czwartek, 6 września 2012

Sighnaghi – czwartek 6.09


Nasz ostatni dzień, jak to ostatni dzień był mało ciekawy, bo już jedną nogą w samolocie i w oczekiwaniu na polskiego schabowego i ciepły prysznic w domu. Po szwendaniu się po miasteczku, w tym wstąpieniu do lokalnej piekarni i obiedzie w akompaniamencie 1l wina (na kieliszki nawet nie sprzedają), poszliśmy na miejscowy bazar, gdzie sprzedawano czaczę i wino domowej roboty (jak w większości miejsc w Gruzji)  w plastikowych butelkach. Zanim zrobiliśmy zakupy, dostaliśmy po małej szklaneczce każdego rodzaju alkoholu na spróbowanie. Po powrocie do hostelu tuż przed wyjściem właścicielka poczęstowała nas kolejnym kieliszkiem wina, także w doborowych humorach, z plecakami wypchanymi butelkami, wsiedliśmy do marszrutki w kierunku Tbilisi.
A teraz siedzimy już na lotnisku i czekamy na samolot. 






Kahetia – środa 5.09


Jak już pisałam Telavi nas nie zachwyciło, także od razu rano zaplanowaliśmy wycieczkę po winiarniach i kilku klasztorach w okolicach tego miasta. O klasztorach pisać nie będę, bo nie były takie ciekawe, także przejdę do meritum. Pierwsza winiarnia którą odwiedziliśmy to Twins Old Cellar gdzie całkiem sporo dowiedzieliśmy się o technologii produkcji wina starą, gruzińską metodą qvevri.
Białe wino:
Polega ona na tym, że zerwane winogrona ugniata się w specjalnym  korycie nogami, a potem wkłada do glinianych dzbanów zakopanych w ziemi, tak że widać tylko wieko, i zakrywa się je szczelnie na 6 miesięcy. Jeden taki dzban potrafi pomieścić nawet 4 tony winogron. W tym czasie wino fermentuje, a skórki i pestki opadają na dno. Potem się zlewa wino do dalszej fermentacji lub leżakowania, a to „błoto” ma specjalne przeznaczenie. Jest to nic innego, jak zacier do destylatu, z którego powstaje… CZACZA, CZACZUNIA, CZCZECZKA (wóda)
Czerwone wino:
Tutaj oddzielenie fermentującego soku od skórek i pestek następuje po ok 6 dniach. Nie bardzo tylko wiemy jak się je oddziela, bo technologia była opowiadana podczas degustacji wina, a język choć angielski, był trochę trudny do pojęcia. Potem już sok fermentuje dalej samotnie, a z resztek robi się… CZACZĘ.
Wyobraźcie sobie, że bierzecie 100 kg winogron. Dają one 70 litrów wina, reszta jest destylowana i daje 5 litrów CZACZY. Kolor czaczy z białych i czerwonych winogron jest taki sam.
Wracając do wina, może ono leżakować 10-15 lat w beczkach lub butelkach, najlepiej w temperaturze 16-17 stopni C. Wino robione tą metodą nie zawiera żadnych obcych dodatków, występuje tylko naturalna fermentacja. 


Po winiarni Twins Old Cellar odwiedziliśmy jeszcze fabrykę Kindzmarauli gdzie wino produkuje się już głównie według europejskiej metody i na masową skalę. W tej metodzie od razu wyciska się sok i wino fermentuje bez skórek i pestek.  Wina te są oczywiście bardzo dobre, ale różnią się od tych produkowanych starą metodą. 

Na koniec wycieczki odwiedziliśmy piwnice Khareba, gdzie wino przetrzymuje się w wykutych w górze korytarzach o łącznej długości kilkunastu kilometrów. Również ta wizyta zakończyła się degustacją. Na koniec nasza taksówka zawiozła nas do Sighnaghi, gdzie mieliśmy spędzić ostatnią noc (nie licząc tej na lotnisku).


Do Telavi – wtorek 4.09.2012


Tego dnia mieliśmy zaplanowaną podróż marszrutką prawie przez całą Gruzję do regionu Kahetia, słynącego z wina. Zakładaliśmy ok 10-12h w marszrutce, ale droga okazała się dużo szybsza zmieściliśmy się w 10h. Telavi okazało się najpierw okropnie brzydkie i śmierdzące, a potem, jak doszliśmy do drogi głównej, piękne i okazałe (tylko fasady w trakcie remontu). Jak się później okazało z powodu ogólnych rekonstrukcji, w naszym pierwszym hostelu był odcięty prąd, także szybko zmieniliśmy na inny, z powodu wielkiej potrzeby skorzystania z internetu.