A mieliśmy jechać do Vardzi… I nie wyszło.
Rano (o 10:00) po śniadaniu nasz hostelszef odradził
jechać w tamtym kierunku z powodu złej
pogody. Przy okazji przywołał występ grupy Filipinki z przebojem batumi.Ale w górach na północy miała być ładna pogoda i dobra widoczność. No dobrze, jedziemy do Kazbegi. Tylko 3 godziny z Tbilisi znaną Gruzińska Drogą Wojenną, przez góry. Starym fordem transitem z chyba niedoszłym kierowcą rajdowym. Widoki wspaniałe, komfort jazdy nie koniecznie wspaniały. Dojechaliśmy. Miejscowość pięknie położona, w dolince, z miasteczka widać górę Kazbek a przed nią na pierwszym planie kościół Tsemida Sameba – wizytówkę Gruzji.
Hostel Emma w którym śpimy nie jest przez nas polecany. W łazience nie
ma światła ani papieru, nie mamy kluczyka do naszego pokoju, a na kolacje dla 8
osób dostaliśmy po skąpym kawałeczku kurczaka i sałatki. Po tym jak się Kasia
upomniała o więcej jedzenia, gospodyni zrobiła omlet. W hostelu mamy
przynajmniej ciekawe towarzystwo: para Japończyków, rosyjska Izraelka, Malezyjka mieszkająca w Chinach, dwoje
Włochów… Są jeszcze inni, ale jeszcze nie poznaliśmy.
Zaskoczyła nas tu trochę temperatura (w sumie co się
dziwić, jesteśmy na ok 2000npm) chwilowo lubimy bluzy i długie spodnie.
coś chude te krówki mają :)
OdpowiedzUsuńA te czerwone rury to też gazowe? Coraz bardzie mi się podoba ten kraj
OdpowiedzUsuńnie są takie chude, za to strasznie leniwe, leżą na środku głównej drogi i nic sobie nie robią z samochodów
OdpowiedzUsuńCoś czuję, że ten git co na jednej z fotek przez ramię zagląda strasznie chciał się zakolegować... heheh :D
OdpowiedzUsuń