No to jesteśmy!siedzimy w knajpce w Tbilisi i pijemy gruzińskie piwko w oczekiwaniu na przygotwanie pokoju, w którym zaraz mamy zamiar uciąć sobie drzemkę,ale od początku..
Lot bardzo spokojny, Bartek oczywiście spał, a ja oczywiście nie..Dojechaliśmy o 1.40 naszego czasu, a gruzińskiego 3.40, po czym zostało nam już tylko 2,5 godziny do pierwszego autobusu. No to czekamy, a z nami kilku innych backpackerów (połowa samolotu z Polski to plecakowcy, biznesmenów raczej nie było). Zrobiło się jasno, idziemy na autobus, który ma być za 10 min, podjedża przed czasem (mały busik), tłum wali do środka na wyścigi, ci co grubsi nie mieszczą sie w drzwiach, więc ci z tyłu im pomagaja, żeby tylko się zmieścić, więc bierzemy z nich przykład. Weszlismy i nie wierzymy ile jeszcze osób sie mieści poza nami. Jeden z siedzących panów bierze mój duży plecak pod nogi, mały łapie i kurczowo trzyma na kolanach, a potem jeszcze zabiera jednej pani torebkę, bo przecież będzie jej wygodniej i może jeszcze ktoś się zmieści ;) Trochę gruzinskich pokrzykiwań i drzwi się zamykają. Podjeżdżamy do kolejnego przystanku, a tam 10 osób, mówię: nie zmieszczą się..a niee!wszyscy się zmieścili!!kogos trzeba było na siłę wepchnąć, ale dało radę! I tak jeszcze kilka przystanków po kilka osób. W Warszawie robia zdecydowanie za duże autobusy na przewżzoną liczbę osób - marnotrawstwo..=D
Pierwsze wrażenie: Tbilisi jest urocze, piękna architektura, o której musimy jeszcze doczytać, ale to później bo teraz idziemy spać Bartek od 10 min już śpi, a jeszcze nie dopił piwa=jest źle..jesteśmy mega zmęczeni.
Lot bardzo spokojny, Bartek oczywiście spał, a ja oczywiście nie..Dojechaliśmy o 1.40 naszego czasu, a gruzińskiego 3.40, po czym zostało nam już tylko 2,5 godziny do pierwszego autobusu. No to czekamy, a z nami kilku innych backpackerów (połowa samolotu z Polski to plecakowcy, biznesmenów raczej nie było). Zrobiło się jasno, idziemy na autobus, który ma być za 10 min, podjedża przed czasem (mały busik), tłum wali do środka na wyścigi, ci co grubsi nie mieszczą sie w drzwiach, więc ci z tyłu im pomagaja, żeby tylko się zmieścić, więc bierzemy z nich przykład. Weszlismy i nie wierzymy ile jeszcze osób sie mieści poza nami. Jeden z siedzących panów bierze mój duży plecak pod nogi, mały łapie i kurczowo trzyma na kolanach, a potem jeszcze zabiera jednej pani torebkę, bo przecież będzie jej wygodniej i może jeszcze ktoś się zmieści ;) Trochę gruzinskich pokrzykiwań i drzwi się zamykają. Podjeżdżamy do kolejnego przystanku, a tam 10 osób, mówię: nie zmieszczą się..a niee!wszyscy się zmieścili!!kogos trzeba było na siłę wepchnąć, ale dało radę! I tak jeszcze kilka przystanków po kilka osób. W Warszawie robia zdecydowanie za duże autobusy na przewżzoną liczbę osób - marnotrawstwo..=D
Pierwsze wrażenie: Tbilisi jest urocze, piękna architektura, o której musimy jeszcze doczytać, ale to później bo teraz idziemy spać Bartek od 10 min już śpi, a jeszcze nie dopił piwa=jest źle..jesteśmy mega zmęczeni.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz