Dlaczego Gruzja?

A wszystko przez książkę "Gaumardżos", którą Bartek przeczytał i stwierdził, że to świetne miejsce na wyjazd plecakowy. Dlaczego? Bo tam się ciągle je, pije i dobrze bawi =) Biesiady nie mają sobie końca, a odbywać mogą się dosłownie wszędzie. Poza tym kraj piękny i jeszcze nie do końca odkryty. Namówił mnie;)
Także tytułując nasz blog, nie mamy wcale na myśli rodzaju tańca, tylko po prostu gruzińską wódkę, która jest jednym z głównych napojów spotykanych na Zakaukaziu.
Pojedziemy, spróbujemy, opowiemy =)

wtorek, 28 sierpnia 2012

Tbilisi – niedziela 27.08.2012


W niedzielę zwiedzaliśmy Tbilisi i tym razem Kasię dopadła gorączka, ale już wieczorem poszliśmy na kolację do PurPura (knajpa w praskim stylu, ale droga i wykwintna), a potem do łaźni siarkowej. Woda w basenie siarkowym była tak gorąca, że Kasia wytrzymała tylko parę minut zanurzona po szyję.  Ja dałem radę wejść tylko po pas. Ciekawe doświadczenie, ale  woda okropnie śmierdziała. Potem już tylko błogie spanie.

To co nas najbardziej zaciekawiło w Tbilisi, to wszędobylskie rury gazowe zajmujące połowę powierzchni nad chodnikiem. Oczywiście załączamy również zdjęcie gruzińskiego chleba, pieczonego w podobnych piecach jak indyjski piec tandori.



3 komentarze:

  1. Chleb, chleb, chleb nasz powszedni :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Heheheh, czy jest jakieś miejsce na świecie, gdzie Barto do piekarni nie wparował? ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Hehe, fajne te rury. Można pranie wysuszyć, albo dywan wytrzepać. Choć pranie mogą zajumać...
    U nas to pewnie by szybciej te rury zajumali :-)

    OdpowiedzUsuń